Komentarz tygodniowy – Od euforii do paniki, czyli krótka historia wschodzących rynków akcyjnych

Rynki wschodzące do końca kwietnia wydawały się być jednym z ulubionych kierunków inwestorów na rynku akcji w tym roku.

Dosyć powiedzieć, że już w lutym był to najbardziej popularny pomysł na zainwestowanie pieniędzy (z ang. most crowded trade) wśród inwestorów instytucjonalnych. Jeden tweet oraz to co wydarzyło się w jego następstwie zmienił to bliskie euforycznemu nastawienie do tej inwestycji w zachowanie noszące znamiona paniki, bo jak inaczej można nazwać spadek wartości indeksu MSCI Emerging Markets w maju o 7,9% (dane na 20 maja).

Unikamy wcielania się w rolę „wróżbitów”

Rezultat kolejnej odsłony amerykańsko – chińskiego sporu gospodarczego (nazywanego wojną handlową) pozostaje nieznany, przynajmniej dla nas (bo spotkaliśmy się z opiniami / prognozami co stanie się dalej). My nie znając przywódców, głównych aktorów tej „wojny”, ani ich żołnierzy (w domyśle negocjatorów), przyznajemy, że nie mamy pojęcia jak ów spektakl się zakończy, a nawet jaki będzie jego kolejny akt. Nie zaprzątając sobie głowy szumem medialnym, obserwujemy kształtowanie się sentymentu rynkowego, który dla nas jest jedynym wyznacznikiem zachowania rynków finansowym w krótkim terminie. Bliskie euforycznym nastroje na rynku jakie obserwowaliśmy na koniec kwietnia skłoniły nas do ostrożnego podejścia do rynku akcji w portfelach naszych klientów, także na rynkach wschodzących.

Kupuj kiedy „leje się krew”

Obecnie, po tak dynamicznej przecenie, relacja zysku do ryzyka dla emerging markets equity uległa znacznej poprawie. Sentyment rynkowy dla akcji chińskich (indeks Hang Seng China Enterprise), które są dobrym barometrem nastrojów toczącego się konfliktu handlowego, z obszarów euforycznych, jaki można było zaobserwować na przełomie marca i kwietnia, bardzo szybko „zawędrowały” blisko obszarów „paniki”, widoczny na początku roku silny napływ kapitału portfelowego na rynki wschodzące zamienił się w bardzo dynamiczny odpływ (co jest notabene pochodną wspomnianego pogorszenia się nastrojów), a alokacja globalnych funduszy akcyjnych do emerging markets jest najniższa od początku 2002 roku. Cały ten mix negatywnych, wydawać by się mogło informacji, do których my jednak podchodzimy kontrariańsko, „okraszony” jest stabilizującym, czy wręcz poprawiającym się otoczeniem makroekonomicznym (które w roku 2018 uległo znacznemu pogorszeniu).

Wykres – Dynamika zmian wskaźnika aktywności gospodarczej dla rynków wschodzących (cienka czarna linia) i jego 3-miesięczna średnia ruchoma (grubsza czarna linia)

Źródło: Goldman Sachs

Oczywiście sytuacja nie jest na tyle zła, żeby nie mogła ulec dalszemu pogorszeniu. Jeżeli jednak uznamy, że tzw. łapanie dołków jest na dłuższą metę czynnością dosyć karkołomną (z czym my się całkowicie zgadzamy), to po krótkiej absencji na emerging markets equity, zaistniała sytuacja sprawia, że bardzo zasadny wydaje się stopniowy powrót na ten rynek.

Radosław Piotrowski

Dyrektor Inwestycyjny

RDM Wealth Management S.A.